Aktualności

Ostatnia zmiana: poniedziałek, Sierpień 28, 2017 - 16:32
Gdzie z dzieckiem do sanatorium?

Naszła mnie pewna refleksja i chciałabym nakreślić kilka słów, aby się z Wami nią podzielić.
Otóż gdy Mikołajowi ściągnięto gips a za oknem lato rozkręciło się na dobre spontanicznie postanowiłam znaleźć miejsce, do którego moglibyśmy pojechać łącząc przyjemne z pożytecznym. Nie interesowało mnie gdzie- czy w góry, na Mazury czy nad morze, skupiłam się na tym, żeby okolica była ładna, dziecię miało co robić a przede wszystkim- żeby rehabilitacja była na wysokim poziomie. No i zaczęłam szukać. Spędziłam wiele godzin przeczesując internet i szukając opinii na różnych forach. W końcu wybór padł na dwa miejsca- Zdrowotel w Łebie i na Szpital Uzdrowiskowy w Ciechocinku. I dzisiaj kilka słów o tym pierwszym.

Na początku polecam zajrzeć na stronę tego oto przybytku: http://www.zdrowotel.pl/. Można odnieść wrażenie, iż jest to profesjonalny hotel uzdrowiskowy z bardzo bogatym zapleczem rehabilitacyjnym, więc od razu przykuło moją uwagę. Zależało mi tak naprawdę na jednym- żeby Mikołaj miał przynajmniej pół godziny kinezyterapii indywidualnie z rehabilitantem (bo musi mieć rozciągane przykurcze), zaś jako zabieg dodatkowy mógł elektrolecznictwo. Wszystko to na stronie opisane jest jakby było bez problemu dostępne. Postanowiłam się upewnić, więc dzwonię pierwszy raz. Pani recepcjonistka zapewniła, że to co jest na stronie jest faktycznie w bazie zabiegów, ewentualnie muszę dopłacić za dodatkową kinezyterapię, ponieważ jedna sesja trwa 25 minut. Ok, więc za 300 złotych więcej Młody będzie ćwiczył 50 minut i jeszcze miał zabieg fizykalny. Jednak dla 100% pewności dzwonię jeszcze raz i proszę o rozmowę z rehabilitantem. Miły Pan Adam mówi, że nie powinno być żadnego problemu, są rehabilitanci i zabiegi można dokupić. Super. Zaliczka wpłacona, bagaże spakowane, wyruszyliśmy 1 lipca pełni energii. Zajechaliśmy i tu pierwszy zawód- recepcja jak z PRL-u. Nie tam, że jestem wybredna ale mimo wszystko lubię przebywać w przyjemnym otoczeniu. Tam było ponuro i ciemno, a remontu ten budynek to chyba nie doświadczył od dawna. Ale OK. Pani w recepcji super miła, dała nam klucze i poleciła przyjść za dwie godziny na konsultację lekarską. Udaliśmy się na poszukiwania budynku, w którym mamy pokój. I tu kolejny szok- budynek jak blok komunalny, zimny i pusty. Pokój- klitka, nie do końca czysta. Znowu OK, trudno, jakoś to będzie, nie jest może tak źle. Najgorsze było jednak to, że gdy poszliśmy do lekarza Pani zaproponowała Młodemu 15 minut ćwiczeń z rehabilitantem i wirówkę. Zdziwiona mówię, że przecież na stronie jest jasno napisane, że należy mu się 25 minut kinezyterapii w ramach jednego zabiegu, dodatkowo miałam wykupić jeszcze 25. Pani Doktor na nasza prośbę zadzwoniła do kierowniczki i do Pana Adama, którzy powiedzieli, że jest to jednak niemożliwe a na stronie "jest błąd"- rehabilitanci nie mają czasu i ćwiczą najwyżej 15 minut. Po moich wielokrotnym tłumaczeniu, że inaczej się umawialiśmy a mój syn jest po operacji i MUSI mieć zapewnioną dużą intensywniejszą rehabilitację Pani w końcu zaproponowała 30 minut plus wirówkę. Poprosiłam więc chociaż o elektrolecznictwo i tu nagle dowiedziałam się, że wcale go nie ma i nie było a na stronie jest kolejny błąd (!). Zrezygnowana udałam się do recepcji i tu, co muszę oddać, wreszcie ktoś naprawdę poczuł się odpowiedzialny za całą sytuację. Pani recepcjonistka bardzo przepraszała za zamieszczanie fałszywych informacji na stronie i obiecała pomóc w dokupieniu kolejnych zabiegów. Koniec końców wszystko skończyło się w miarę dobrze, Młody ćwiczył prawie godzinę dziennie, miał też mało potrzebną wirówkę ale co tam... Może niewiele pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi.

Podsumowując: Ośrodek przeciętny. Pokoje malutkie, wręcz klaustrofobiczne. Atrakcji w nim dla 9-latka mało, stół pingpongowy i średniej klasy plac zabaw. Rehabilitacja... No cóż, wyszło na to, że znacznie lepiej dla Młodego byłoby gdyby został w domu i ćwiczył z naszymi rehabilitantami. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że oferta, którą mają na stronie nie do końca pokrywa się z rzeczywistością, a chyba nikt nie lubi być wprowadzany w błąd. No cóż... Może jeśli ktoś jedzie tam z NFZ-u i nie wykłada ani grosza to można wszystko przełknąć. Ja jednak wysupłałam na ten pobyt z własnej kieszeni i z bólem głowy przekonałam się, za co zapłaciłam. Za tą cenę zdecydowanie nie warto.

P.S. Pozdrawiam jedynie Panią recepcjonistkę, taki pracownik to prawdziwy skarb :)

Ostatnia zmiana: niedziela, Maj 21, 2017 - 21:54
Rekonwalescencja

Czekaliśmy, czekaliśmy i wreszcie się doczekaliśmy. Na początku maja Mikołaj wreszcie miał operację na swoją nieszczęsną prawą stopę. Sama operacja przebiegła OK, polegała na wydłużeniu ścięgna Achillesa i ścięgna piszczelowego tylnego. Niestety rekonwalescencja po niej to już wyższa szkoła jazdy. Powody są dwa.

Po pierwsze: Mikołaj po znieczuleniu przewodowym (w kręgosłup) przez wiele dni czuł się, delikatnie mówiąc, kiepsko. Znalazł się niestety wśród pechowych 10% pacjentów, u których występują powikłania polegające na potwornym bólu głowy, który mija tylko w pozycji leżącej. Można sobie wyobrazić jaka to ciężka sprawa, gdy 9-latek nie może nawet usiąść.

Po drugie: noga Mikołaja została zapakowana w gruby gips po pas a z powodu pociętych ścięgien nie może jej nawet na chwilę obciążyć. W związku z tym Miko przemieszcza się wszędzie nową wypożyczoną furą, ewentualnie na rękach mamy i taty, a nie ma chyba dla niego gorszej rzeczy niż brak ruchu. I nie o nudę tu chodzi (choć ta jest ogromna), a przede wszystkim o rehabilitację, która siłą rzeczy nie jest w tym czasie taka jaka powinna być. Nie ma dnia, żeby mama nie drżała o to, co to będzie jak zdejmą mu ten gips. Przed nami ogrom pracy, żeby go później wyćwiczyć tak, żeby mógł na nowo normalnie chodzić.

Wielki, sądny dzień już za 2 tygodnie i 3 dni, trzymajcie kciuki

P.S. Mikołaj na cały lipiec jedzie na turnus rehabilitacyjny do specjalistycznego ośrodka. Koszt powala- prawie 8500 złotych... Jeśli chcielibyście pomóc nam postawić Młodego z powrotem na nogi to prosimy o jakąkolwiek wpłatę na jego subkonto w fundacji. Wszystkie informacje zawarte są w zakładce "Jak pomóc". Z góry ściskamy i serdecznie dziękujemy :) :*

P.S.2 Jeśli macie facebooka i interesują Was losy Młodego to zapraszam na jego stronę- wpiszcie w wyszukiwarkę "Mikołajowo" ;)

Ostatnia zmiana: piątek, Marzec 3, 2017 - 17:24
Dzień Chorób Rzadkich

W tym tygodniu był ważny dzień.
28 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Chorób Rzadkich. Polska rodzina, w której ktoś choruje na chorobę rzadką jest postawiona przed nie lada wyzwaniem. Po pierwsze diagnostyka-przebić się przez mur znieczulicy i niekompetencji lekarzy jest naprawdę trudno. Często, tak jak w przypadku Mikołaja, wykonuje się z jednej strony bezsensowne badania, z drugiej zaś te najbardziej potrzebne są niedostępne lub zwyczajnie pomijane. Często też lekarze błądzą po omacku, stawiając najdziwniejsze hipotezy na podstawie wyrywkowych objawów. Ogromnym problemem jest również w naszym kraju fakt braku komunikacji między placówkami a nawet oddziałami-specjaliści często nawet nie wiedzą jakie badania wykonuje się w sąsiednim szpitalu. Wielu lekarzy nie kształci się zagranicą, popadając w rutynę i nie korzystając z najnowszych możliwości technologicznych. Rodzic prawie zawsze jest zdany na samodzielne szukanie pomocy. Rzeczywistość jest jednak smutna-na facebookowej grupie zrzeszających chorych z chorobami nerwowo-mięśniowymi i ich opiekunów sporo ponad połowa ma jako diagnozę wpisane "miopatia/dystrofia wrodzona". Czyli diagnoza żadna, to tak jak wpisać komuś w kartę "wada serca".
Jeśli jednak jakoś uda się postawić diagnozę (my po dziewięciu latach wciąż czekamy na oficjalne wyniki, choć jest niemal pewne, że Mikołaj choruje na jedną z chorób powodowanych przez złe kodowanie kolagenu typu VI w mięśniach) to tu czekają kolejne schody. Na zdecydowaną większość chorób rzadkich nie ma lekarstw. Czemu? Otóż odpowiedź jest prosta-koncernom farmaceutycznym nie opłaca się pracować na nimi a później ich testować, gdyż jest za mało ludzi, którzy będą później z nich korzystać. Często jeśli już się tego podejmują i udaje się wynaleźć lek to ustalają jego cenę na tak zaporowym poziomie, że przeciętnego Polaka rzadko kiedy na niego stać a NFZ nie zawsze jest chętny do refundacji. Przykładem może być choćby Nusinersen. Jest to lek niedawno wprowadzony do obrotu, leczący SMA (rdzeniowy zanik mięśni). Mimo, że SMA to jedna z najczęściej występujących chorób nerwowo-mięśniowych to i tak chorzy i ich rodzice stoczyli trudną walkę o dopuszczenie go do stosowania w Polsce. Udało się w zeszłym tygodniu i brak mi słów na to jak ważna jest to wiadomość. Daje ogromną nadzieję, że i nam kiedyś się uda. Na razie jedyne co nam pozostaje to rehabilitacja i dobra opieka chirurgiczno-ortopedyczna.
Proszę o niesienie wieści w świat, niech wszyscy wiedzą, że jest taki problem w naszym kraju. A problem jest, i to całkiem spory, bo mimo, że choroby rzadkie są rzadkie, to w sumie choruje na nie w Polsce 2-3 mln osób czyli nawet 7,5% populacji.

Ostatnia zmiana: piątek, Marzec 3, 2017 - 17:20
9!

Nasz syn, nasza gwiazda i światło w naszych oczach kilka dni temu skończył 9 lat!
Były dwie imprezy, dużo śmiechu, jedzenia i tradycyjny legijny tort :)Niesamowite, że tyle czasu minęło odkąd pierwszy raz go przytuliłam... Czas leci jednak zbyt szybko. Nam pozostaje tylko starać się, żeby wyrósł na samodzielnego człowieka a w międzyczasie jak najdłużej powstrzymywać choróbsko z dala.
Ten rok będzie kluczowy, czekamy na ostateczną diagnozę i operację, opracowujemy też plan działania na te długie tygodnie w gipsie i z drutami w nodze. Lekko nie będzie ale wierzę, że przy okazji dmuchania świeczki z dziesiątką na torcie będziemy cieszyć się z efektów.
Wielkie buziaki za każdą złotówę z 1% :) :* <3

,
Ostatnia zmiana: poniedziałek, Maj 30, 2016 - 14:09
Spóźnione ale szczere

Chciałabym z całego serca podziękować wszystkim, którzy w tym roku zdecydowali się przekazać 1% swojego podatku na leczenie Mikołaja-zarówno tym, którzy robią to co roku, jak i tym, którzy zrobili to po raz pierwszy. Bardzo, bardzo dziękuję również tym, którzy przekazali indywidualne wpłaty na subkonto. Przepraszam, że dopiero teraz, ale ostatni miesiąc był bardzo intensywny. Dużo konsultacji z lekarzami i rehabilitantami zaowocowały trudną decyzją o przeprowadzeniu na jesieni u Mikołaja operacji prawej nogi. Wzbranialiśmy się z tym tak długo jak się dało mając nadzieję, że intensywnymi ćwiczeniami i ortezami uda nam się zatrzymać postęp przykurczów, ale noga już jest w tak złym stanie i tak bardzo utrudnia mu chodzenie, że decyzji już dłużej nie możemy odkładać. Strach jest ogromny, ponieważ operacja będzie poważna, a po niej druty w stopie i gips przez sześć tygodni... i nie wiemy co będzie gdy gips ten się zdejmie. Musimy mu jednak dać jakąkolwiek szansę na to, żeby było lepiej... Będziemy walczyć, trzymajcie kciuki.

Ostatnia zmiana: wtorek, Grudzień 1, 2015 - 11:42
Grudzień, Święta... Podsumowujemy!

I znów nastał grudzień, znowu spadł śnieg... Czasem aż się wierzyć nie chce jak szybko mija rok za rokiem. Święta zbliżają się wielkimi krokami, a jak wiadomo nie od dziś, jest to dla wielu (w tym i dla mnie) okres nostalgii, podsumowań, snucia planów. Dla naszej rodziny ten rok był rokiem, w którym pojawiło się światełko w tunelu jeśli chodzi o diagnozę-chodzi tu przede wszystkim o badania genetyczne NGS. Z niepokojem ale i z nadzieją czekam na wiosnę, kiedy (byc może) pojawią się wstępne wyniki. Być może, ponieważ cały czas Centrum Zdrowia Dziecka boryka się z brakiem środków na te badania i z tego co wiem kontynuowanie ich stoi pod znakiem zapytania. Co jeśli CZD się wycofa? Nie wiem. Badanie takie w klinice prywatnej jest bardzo drogie, kosztuje około 7000 zł. Może trzeba bedzie iść na wojnę z NZF i wywalczyć finansowanie?

2015 rok był też dla MIkołaja rokiem ciężkiej pracy i rehabilitacji- mój mały mężczyzna dzielnie znosi zarówno tę w domu jak i w szkole. Moim wielkim marzeniem na 2016 jest to, żeby za rok o tej samej porze było z jego kondycją nie gorzej niż dzisiaj... a może nawet i lepiej :) Chociaż nie- nie traktuję tego jak marzenie, bo spełnienie marzeń nie zawsze zależy od nas. To jest nasz cel, bo wiem, że dzięki ćwiczeniom, pracy i wytrwałości uda się go osiągnąć.

No i jest coś jeszcze-tego celu nigdy byśmy nie zrealizowali bez funduszy, szczególnie tych z tytułu 1% podatku. Wraz z końcem listopada zakończyło się księgowanie środków na subkontach i miło mi jest poinformować Was, że zebraliśmy 12 tysięcy złotych :) Starczy nam to na sfinansowanie rehabilitacji domowej oraz na nadzór postępów u wspaniałej i najlepszej chyba specjalistki od rehabilitacji dzieci z chorobami mięsniowymi w kraju, p. Agnieszki Stępień. Jest to chyba najistotniejsze działanie ze wszystkich, które podejmujemy po to, żeby sprawność Mikołaja się nie pogarszała. Dziękuję z całego serca wszystkim tym, którzy zdecydowali się wesprzeć właśnie nas. Jesteście NAJLEPSI! :)

Ostatnia zmiana: czwartek, Wrzesień 10, 2015 - 11:43
WITAJ SZKOŁO! :)

Ech... Wakacje, wakacje i po wakacjach... :( Dopiero co Mikołaj odbierał dyplom zakończenia zerówki a tu juz znowu rozpoczęcie roku szkolnego. Mam wrażenie, ze z każdym rokiem dni mijają coraz szybciej i szybciej, lecz pewnie jest to domena wszystkich rodziców. Dzieci przecież tak skutecznie wypełniają czas :)

Wakacje minęły nam spokojnie. Tydzień spędziliśmy na grouponowych wakacjach na Węgrzech, gdzie upał nie oduszczał nawet na chwilę. I tu upał przez duże "U"-chwilami temperatura sięgała 40 stopni w cieniu, a co gorsze-wiatru nie było w ogóle, powietrze stało. Z wielkim podziwiem patrzyłam na Mikołaja, który zdawał sie w ogóle tym nie przejmować. Całe dnie mógłby pływać w Balatonie albo w przypensjonatowym basenie. I tu chciałabym wspomnieć o jego wielkim dokonaniu-przełamał swój strach i nauczył się skakać do wody bez rękawków :) biorąc pod uwagę jego problemy i to jak niepewnie czuje się w wodzie, w której nie ma gruntu, jest to wyczyn wprost niesamowity. A ja, jako mama, czuję dumę za każdym razem kiedy moje dziecko dokonuje czegoś, co wcześniej wydawało się być poza jego mozliwościami.

Drugą część wakacji Mikołaj spędził w Ciechocinku wraz z całą rodziną-z nami, z babcią, prababcią, ciocią, wujkiem, siostrą cioteczną. I co najfajniejsze-pogoda dopisała wprost niesamowicie, dzięki czemu wszystkie atrakcje były możliwe. Codziennie można było jeździć na rowerze, chodzić na basen, spacery, zaznawać ochłody przy miejskich kurtynach wodnych... Takie błogie, słodkie lenistwo w pełni tego słowa znaczeniu :) Baterie na nowy rok szkolny zostały naładowane na maksimum,

I wreszcie nadszedł ten długo wyczekiwany przez Mikołaja 1 września. Muszę przyznać, że lepiej sprawy w szkole chyba nie mogły nam się ułożyć. Po pierwsze-dzieci z zerówki, do której chodził Mikołaj przeszły do 1 klasy w prawie niezmienionym składzie, wraz z tą samą wychowawczynią. Radość była ogromna, w końcu przyjaźnie, które nawiązały się w zeszłym roku, będą miały szanse rozwijać się dalej ;) ja także się cieszę, gdyż muszę przyznać, że w jego klasie są naprawdę fajne dzieciaki-pomocne, tolerancyjne i życzliwe. Kolejną radość przyniosła nam wieść o tym, że szkoła zdecydowała się jednak utworzyć klasę integracyjną (do końca nie było wiadomo czy tak się stanie), a w związku z tym oprócz naszej "starej" Pani wychowawczyni Mikołaj ma w klasie jeszcze drugą- Panią, która jest pedagogiem specjalnym. Do tego klasa jest dość mała, bo liczy 20 uczniów, Mikołaj ma zapewnioną rehabilitację i terapię pedagogiczną dwa razy w tygodniu. Jak na razie, odpukać, wszystko układa nam sie więc nawet lepiej niż dobrze i po cichu liczę, że tak już zostanie. A póki co- wracamy do ciężkiej pracy z naszą rehabilitantką, Mikołaj walczy dzielnie w sumie pięć razy w tygodniu i naprawdę, mimo chwil buntu i słabości, widzę, że wszedł już w nasz zwykły, codzienny tryb.

,
Ostatnia zmiana: sobota, Marzec 28, 2015 - 11:00
Zbieramy 1%!

Kochani!
Wielkimi krokami zbliża się koniec kwietnia, a co za tym idzie-rozliczenia podatkowe. Jak co roku prosimy więc Was o przekazanie 1% podatku na rzecz naszego Mikołaja.
Tak jak wielokrotnie pisałam, wydatki związane z diagnostyką, leczeniem i przede wszystkim z rehabilitacją są ogromne. Turnusy rehabilitacyjne, rehabilitacja domowa, masaże, kinesiotaping, specjalistyczne obuwie, sprzęt ortopedyczny, dobra opieka lekarska-to wszystko kosztuje nas bardzo wiele, tym bardziej teraz, kiedy przykurcze w nogach zaczęły się pogłębiać i musimy działać ze zdwojoną siłą. Ostatnio policzyłam dokładnie ile wydajemy w ciągu miesiąca-jest to kwota oscylująca w granicach 2500 złotych. 30000 złotych rocznie na samą rehabilitację i leczenie dziecka...

W związku z tym proszę Was o pomoc. W dalszym ciągu nie wiem na co choruje moje dziecko i w dalszym ciągu jedynym sposobem na walkę z potworem jest dobra specjalistyczna rehabilitacja-bez tego Mikołaj nie ma szans za zachowanie sprawności na dzisiejszym poziomie. Przekażcie 1% podatku, rozsyłajcie moją prośbę dalej. Dobro wraca zawsze.

P.S. Ogromne podziękowania dla Beaty Kowalskiej za pomoc przy apelu. Jesteś wielka! :)

Ostatnia zmiana: czwartek, Marzec 19, 2015 - 21:10
TO JUŻ 7 LAT!

Synku!
Właśnie minęło siedem lat odkąd pojawiłeś się w moim życiu... Siedem lat, które minęły tak szybko, jakby to było zaledwie siedem dni.
W tym szczególnym dniu (bo w końcu osiągnąłeś szkolny wiek) życzę Ci, żebyś szedł przez życie z taką odwagą jak dotychczas.
Obyś zawsze był taki dzielny w tym przez co przechodzisz na co dzień; obyś w dalszym ciągu rozwijał swoje pasje; obyś zawsze zarażał nas swoim uśmiechem...
Wierzę, że przed Tobą jeszcze wiele dobrych lat, obiecuję Ci, że będziemy o to walczyć razem.
Jestem dumna, że jestem mamą tak mądrego, dojrzałego chłopca, który nic nie robi sobie z tak ogromnych przeciwności losu!

Kocham Cię do szaleństwa
Mama

Ostatnia zmiana: niedziela, Grudzień 7, 2014 - 13:13
Znowu grudzień...

Na wstępie chciałabym poinformować jaki jest wynik zbiórki 1% podatku za 2013 rok-otóż po zaksięgowaniu wszystkich wpłat na subkoncie okazało się, że zebraliśmy 12 800 złotych. Jest to trochę mniej niż w zeszłym roku ale i tak wszystkim, którzy nas wsparli bardzo, bardzo serdecznie dziękuję w imieniu Mikołaja. W tej chwili podstawą jego rehabilitacji są ćwiczenia z rehabilitantem w domu, na ten cel przeznaczamy 1000 złotych miesięcznie, więc dzięki Wam możemy zapewnić Mikołajowi rok terapii.

W kwestii diagnozy niewiele się ruszyło. Specjaliści z PAN-u podejrzewają chorobę CMT (http://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Charcota-Mariego-Tootha), jednak jest to cała grupa chorób, różniących się zarówno sposobem dziedziczenia, objawami jak i rokowaniami, więc samo podejrzenie niewiele daje. Zdiagnozować konkretny typ neuropatii też jest ciężko, gdyż jest ich bardzo dużo, a każdy spowodowany jest mutacją w innym genie. Jedyną nadzieję daje w naszym przypadku sekwencjonowanie genów nowej generacji (http://www.genomed.pl/index.php/pl/technologia), metoda pozwalająca w krótkim czasie zanalizować wiele genów. Jest to jednak badanie drogie, nierefundowane przez NFZ. Na razie czekam na telefon od genetyków z Polskiej Akademii Nauk-najprawdopodobniej jedynym wyjściem z sytuacji będzie zrobienie badania prywatnie a potem starać się o zwrot od NFZ-u. Wstępny koszt badania szacuje się na około 5000 zł. Wierzę jednak, że warto ciągnąć to dalej, że nawet jeśli teraz nie ma na chorobę leku to kiedyś może być. Bez diagnozy zawsze będziemy działać w ciemno, zawsze będziemy mieć związane ręce.

Tak w ogóle to życie biegnie swoim rytmem-ćwiczenia, szkoła, lekarze, dom i tak w kółko. Mikołaj uwielbia swoją szkołę i stara się robić wszystko to, co jego rówieśnicy. Nawet kiedy coś mu nie wychodzi to nie daje nic po sobie poznać. Nauczył się już świetnie czytać, świetnie liczyć i psychicznie rozwija się naprawdę dobrze. Teraz oczywiście czekamy na Świętego Mikołaja, a wszystkie wymarzone prezenty są związane (a jakżeby inaczej) z jego ukochaną piłką nożną. Obawiam się, że jeśli tematyka się nie zmieni to na urodziny zabraknie nam już pomysłów ;)